Zwierzęta i ptaki podgryzają rolników. Problem narasta
Lata mijają, a problem nie dość, że nie został rozwiązany, to według wielu obserwatorów wręcz narasta. Chodzi o rosnące populacje dzikich zwierząt i wyrządzane przez nie szkody w uprawach rolnych i leśnych.
Poseł Jerzy Gosiewski (PiS) podczas posiedzenia sejmowej komisji ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa mówił o swoich ostatnich spotkaniach z leśnikami i prosił, aby pochylić się nad problemem szkód od zwierzyny łownej i chronionej.
Żurawie stołują się na polach. Ale państwo za szkody nie zapłaci
- Z analizy 2016 r., a w latach poprzednich było podobnie, wynika, że np. szkody od łosia - w zasadzie jest zwierzyną łowną objętą tzw. moratorium, co wstrzymało odstrzał - są coraz większe. Powinniśmy pomyśleć, aby w przyszłości zdjąć moratorium. Ponadto ostatnio byłem w województwie zachodniopomorskim, gdzie zgłaszano wzrost populacji wilka. Spotykamy je również w województwach warmińsko-mazurskim i podlaskim. Na Podkarpaciu i w Małopolsce też, ale do tego już wszyscy się przyzwyczaili i uważają, że to normalne - opowiadał poseł.
Jak przekonywał, parlament powinien w następnej kadencji wnioskować, aby umiarkowanie ograniczyć liczbę zwierząt, szczególnie łosi.
- Jak takie stado 70 łosi wejdzie w uprawy czy w młodnik, to robi totalne zniszczenie, łamiąc wierzchołki. I ten drzewostan, który rośnie potem około 100 lat, ma małe szanse, aby był odpowiedniej jakości gospodarczej. Oczywiście część odżywa, część chronimy, ale to już nigdy nie będzie ten sam drzewostan - wskazywał Gosiewski.
Zwierzęta i dzikie ptactwo stołują się na polach. A odszkodowań nie ma
Wyliczał też szkody powodowane przez bobry w poszczególnych regionach. Dodatkowo zdaniem posła jest też problem z wilkami.
- Zwykle od stada odłącza się stary samiec, który nie ma już siły konkurować i prowadzić stada, wtedy nie jest groźny. Natomiast jeśli taki samiec zechce stworzyć swoje stado, to powoduje ogromne szkody. Część szkód jest zgłaszana, część jest szacowna, natomiast mniejsze szkody nie są. Jeżeli w odpowiednim momencie nie zareagujemy, nie zniesiemy moratorium na odstrzał łosia i nie doprowadzimy do ograniczenia liczebności wilka, bobra, to później będzie bardzo trudno nad tym zapanować - ostrzegał polityk.
Poparł go Jan Szyszko, klubowy kolega, poseł i były minister środowiska.
- Rzeczywiście, problem łosia występuje. Szkody są ogromne i najwyższy czas, żeby wróciła normalność, żeby zacząć w sposób normalny kontrolować liczebność populacji - stwierdził.
Rolnicze OPZZ chce odstrzału wilków i łosi
Kwestię szkód w uprawach podniosła też ostatnio w swoim wystąpieniu Dolnośląska Izba Rolnicza. Zaznaczyła, że za szkody wyrządzone przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny odpowiadają dzierżawcy lub zarządcy obwodów łowieckich, zaś Skarb Państwa odpowiada za spowodowane przez żubry, wilki, rysie, niedźwiedzie, bobry i obecnie również łosie.
Ale są gatunki zwierząt nieobjęte taką odpowiedzialnością odszkodowawczą, a powodujące straty na polach, jak: gęsi, lisy, zające, norki amerykańskie, kruki, kormorany, żurawie, czaple czy wydry.
Szczególnie dotkliwe zdaniem DIR stały się ptaki, z którymi problem mają rolnicy w całej Polsce. A obowiązujące przepisy tylko stwarzają iluzję, że gospodarze mogą cokolwiek zrobić, by ochronić uprawy.
Dlatego w opinii izby należy tak zmienić prawo, by państwo przejęło odpowiedzialność za działania dzikich ptaków i innych gatunków zwierząt, żeby rolnicy dostawali rekompensaty.
- Rolnictwo bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś